Zamek Gryf i tajemniczy wizerunek Matki Boskiej



Był rok 1963. Niemal każdy młody Polak nucił pod nosem piosenki „Love Me Do” zespołu The Beatles. Z kolei w czerwcu niemal wszyscy mówili o pierwszym Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Tymczasem w malutkiej wsi na Dolnym Śląsku, jedna z mieszkanek udała się w ruiny zamku Gryf. Wróciła stamtąd odmieniona. To, co zobaczyła, zdarzało się w historii naszej Ojczyzny tylko kilka razy! Kobieta oświadczyła, że ukazała jej się Matka Boska!
 
Wieść o cudownym wizerunku na jednej ze ścian zamczyska w Proszówce, rozniosła się błyskawicznie. Na targach, ulicach, podczas wizyt domowych mówiono tylko o cudownym objawieniu maryjnym. Z
archidiecezji wrocławskiej przyjechała nawet kilkuosobowa delegacja duchownych, którzy zwiedzili zamek oraz sfotografowali ścianę z wizerunkiem Niepokalanej, a następnie udali się do miejscowego proboszcza.

Władze kościelne podeszły z dużym dystansem do „cudu w Proszówce”. Presja społeczna była jednak tak wielka, że niedługo po tej wizycie do ruin udał się wspomniany proboszcz z Gryfowa w towarzystwie ministrantów. Co prawda poświęcił ruiny, lecz wstrzymał się przy tym od jakiegokolwiek komentarza. Niewiele mógł zrobić, wszak decydentem w tej sprawie był biskup. 

Dla wiernych miało to niewielkie znaczenie. Wiedziano doskonale, iż w Polsce było parę miejsc objawienia wizerunku Matki Boskiej, choć Kościół uznał tylko jedno z nich – w Gierzwałdzie na Warmii. To był jednak wiek XIX. W okresie PRL najsłynniejszym był „Cud na Nowolipkach” – wydarzenie, do którego doszło jesienią 1959 roku w kościele św. Augustyna w Warszawie. Miało ono spory wpływ na dalsze losy tajemniczego objawienia w powiecie lwóweckim.

Na zamek Gryf zaczęli napływać coraz liczniej pielgrzymi z całej Polski. Zwłaszcza, że zaczęto mówić o cudownych uzdrowieniach ludzi, którzy do Proszówki przybywali o kulach bądź pchani na wózkach inwalidzkich, po dotarciu w niezwykłe miejsce – mieli wracać już o własnych siłach! Ile w tym prawdy, a ile plotki, nie jestem w stanie powiedzieć. Faktem jest, iż coraz więcej osób liczyło na cudowne wyleczenie z rozmaitych przypadłości.


Wśród przedstawicieli aparatu władzy pojawiła się obawa, że powtórzą się wydarzenia z Nowolipek, gdzie kolejne manifestacje religijne zaczęły przybierać przybierały charakter polityczny oraz antysocjalistyczny. Podobnie jak w Warszawie, do pomocy zaangażowano Służbę Bezpieczeństwa. Wydano komunikat, że wizerunek „Matki Boskiej Gryfowskiej” pojawiający się na ścianie zamku to skutek kwitnącego, rzadkiego gatunku mchu, wspomożonego złudzeniem optycznym polegającym na nietypowym oświetleniu ruin promieniami słonecznymi.

Czy faktycznie chodziło o mech, skoro Pan Kazimierz kojarzy zupełnie inną formę: -Potwierdzam. Byłem i widziałem. Postać była w oknie tego zamku z tej drogi. Byłem tam w zamku i z bliska ta ściana, na której był obraz Matki Boskiej, był normalnym murem, na którym nie było nic widać. Dopiero po zejściu na drogę z dołu patrząc w okno pojawiał się obraz…

Jeszcze przez pewien czas do Proszówki przyjeżdżały autobusy, których oficjalnym celem było zwiedzenie ruin zamku, lecz w rzeczywistości chodziło o dotarcie do rzekomo cudownego miejsca.
Zamek Gryf był bowiem bacznie obserwowany przez funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa. Co było potem? Pan Mieczysław wspomina: - Byłem tam z ojcem i kolegami. Zjawisko widać było tylko z jednego miejsca. Jedni widzieli inni nie. Potem te okno zabito deskami…

Co ciekawe zupełnie inaczej zapamiętał tajemniczą postać Pan Marcin, który udał się na zamek w latach osiemdziesiątych: - Za łepka wybrałem się z instruktorami z naszego hufca, by sfotografować to zjawisko. I udało mi się zobaczyć postać na własne oczy. W oknie z włamanym bokiem, na górnym zamku. Przy porannej mgle światło słoneczne pada tak, że pojawia się postać w długiej szacie z ręką wyciągniętą w bok. Nawet miała mieniące się kolorowo tło lub aureolę. Niestety na zdjęciu nie wyszło to tak jak na żywo, choć aparat dobry. Postanowiliśmy, że komendantka hufca zostanie modelką, by pokazać pozę postaci…



Oprac. Szymon Wrzesiński – autor książek: „Zamek Czocha w Polsce Ludowej”, „Polskie skarby pod Karkonoszami”, „Lwówek Śląski w Polsce Ludowej”.

Tekst powstał na podstawie reportażu śp. Tadeusza Siwak. Autor zachęca Czytelników do wspomnień o tym wydarzeniu na łamach portalu Lwówecki.Info oraz na kontakt e-mail: sz_wrzesinski@wp.pl

Wypowiedzi trzech świadków pochodzą komentarzy umieszczonych na Facebooku na fanpage’u: „Lwówecki.Info” oraz „Zamki i pałace – Tajemniczy Dolny Śląsk


Autor: